wtorek, 22 sierpnia 2017

ŻYCIE TO ZMIANY - IKEA jak Allegro



Życie to zmiany, a ta reklama, to nuda. Katalog IKEI bardziej mnie angażuje niż ten spot, choć nie szukam aktualnie mebli.

Dlaczego? Bo próbuje nas wzruszyć przy pomocy garści poszatkowanych, kompletnie zgranych klisz pt. "życiowa zmiana" nie opowiadając żadnej historii. Zdecydowanie lepiej byłoby wybrać jedną z tych sytuacji i wpleść ją w opowieść. Słaba muzyka, a jak wiadomo muzyka bardzo wpływa na emocje, co dziwi tym bardziej, że głosem tej reklamy jest znany muzyk.

Narratorem został Bartosz "Fisz" Waglewski, twórca znany i istotny dla "pokolenia IKEA", ale właściwie nie wiem po co, bo jego głos jest dla mnie kompletnie nierozpoznawalny - ot, młody facet o ciepłym, zwyczajnym głosie.

IKEA chce zwiększyć zużycie chusteczek tak, jak robi to Allegro, ale obawiam się, że widzowie zaczynają być na to wyczuleni i mogą odbierać to jako próbę manipulacji. Zwłaszcza, że Allegro nawet w gorszej formie jest o nieco lepsze niż IKEA - manipulacje nieskuteczne a widoczne nie wzbudzają pozytywnych emocji.

czwartek, 17 sierpnia 2017

MARKETING A SPRAWA POLSKA

Kreatywni, którzy do tej pory narzekali, że w erze globalnego marketingu, w takim kraju jak Polska, nie polują na grubego zwierza, lecz ino zbierają runo leśne: tu dubbing, tam podmianka celebrytów na krajowych albo kampania lokalnej firmy wzorowana na zagranicznym liderze kategorii, wreszcie będą mogli się wykazać.
I to jak.

Agencje reklamowe będą musiały zmierzyć się z tematem polityki historycznej.

W czasie urlopu dotarło do nas, że opisana w poprzednim poście reklama PGE odwołująca się Powstania Warszawskiego to nie przypadek, czy wypadek przy pracy.

Na meczu Legii 1 sierpnia kibice zaprezentowali taką oto oprawę:


Na plaży towarzyszył nam nośnik reklamowy w formie budki do przebierania:

Hitem straganów z t-shirteami są w tym roku nie rozmaite aforyzmy na temat piwa, lecz Żołnierze Wyklęci a roznegliżowana młodzież eksponowała dziary, nie tylko trybale, lecz i kotwice Polski Walczącej.

http://www.odziez-uliczna.pl/index.php?p1696,t-shirt-wielka-polska-hd-zolnierze-wykleci-super-jakosc

Kładki nad trasą AK na warszawskim Żoliborzu, gdzie mieszkamy, od jakiegoś czasu zdobią murale dedykowane nie Legii, nie męskim genitaliom czy Maryśce, lecz żołnierzom Armii Krajowej. Malowali je młodzi ludzie, zupełnie legalnie, przy wsparciu gminnego budżetu.



Lektura wywiadu z Marcinem Napiórkowskim, badaczem kultury ("Powstanie Warszawskie pożerają ''żołnierze wyklęci'') utwierdziła nas w przekonaniu, że obserwacje te są znaczące i także marketingowcy powinni z nich wyciągnąć wnioski.

Czym się kończy brak zmysłu obserwacji i wyciągania wniosków? Łomotem jaki dostał energetyk Tiger za takie rocznicowe hasło:


Pomimo hojnej dotacji na konto żyjących uczestników Powstania, konsumenci grożą bojkotem, niektórzy nie tylko Tigera ale i całego portfolio Maspexu. Prezes się tłumaczy, osoby odpowiedzialne za promocję straciły pracę...
By the way - hasło PGE - "poświęcenie wymaga energii"- wybitnie mi pasuje do napoju energetycznego ;)

Era globalnego marketingu, skoncentrowanego na tu i teraz, na tym co wspólne, z pominięciem, nieistotnych wydawałoby się, różnic, dobiega końca.
Pokoleniu 40-latków, którzy zajmują strategiczne stanowiska w agencjach reklamowych i działach marketingu trudno to zrozumieć. My wierzyliśmy w lepszą przyszłość i chcieliśmy zerwać z historią narodowych traum - choć wulgarnie, to o tym mówi także hasło Tigera.

Skąd się bierze to zainteresowanie bohaterskimi dziejami naszego narodu?

Chęć bycia częścią jakieś większej całości wpisana jest w ludzką naturę od zarania dziejów. Choć nie mieszkamy już w szałasach i nie chodzimy w szatach ze skór upolowanych zwierząt, to przynależność do określonego plemienia daje nam poczucie bezpieczeństwa i określa tożsamość. Potrzeba przynależności to zdaniem wielu badaczy motywacji  jeden z motorów ludzkiego działania  (m.in. klasyczny A. Maslow, bardziej współczesny S. Reiss).

Korzenie naszego plemienia: Mapa starożytnej Europy, w centrum której znajdowało się Imperium Lechitów.
http://www.wykop.pl/link/3448373/slowianskie-runy/
Zainteresowanych imperialną historią naszych słowiańskich przodków odsyłam do książek Janusza Bieszka. Czymże wytłumaczyć popularność tej parahistorycznej fantastyki jeśli nie poszukiwaniem plemiennych korzeni, z których moglibyśmy być dumni?

Niejako na drugim biegunie tej potrzeby wspólnoty znajduje się pragnienie niezależności, odróżnienia się od innych, posiadania swojej unikalnej tożsamości i samostanowienia.

Wolność i autonomia to wartości fundamentalne dla dyskursu liberalnego w wymiarze zarówno ideologii społecznej jak i gospodarczej (każdy jest kowalem swojego losu / sukcesu). To te wartości dominowały w kulturze masowej w ostatnich latach.
Mają one swoje blaski, jak i cienie - unikalne "ja" trzeba wypełnić treścią, wolność to odpowiedzialność za swoje decyzje, za własne sukcesy i porażki.
Przyszła pora, aby wahadło wychyliło się w drugą stronę.

Nie wszyscy Polacy doświadczyli w ostatnich latach pozytywnych emocji związanych z poszerzeniem się obszaru politycznej, ideologicznej i ekonomicznej wolności, dla wielu jest to także źródłem frustracji.

Współczesne nasto- i 20-latki, chcą być inne niż pokolenie zgredów.
W poszukiwaniu swojej unikalnej tożsamości sięgają do tematów, które rodzice odłożyli do lamusa.
Znudzone konsumpcją, a może sfrustrowane swoją, zbyt małą w stosunku do aspiracji, siłą nabywczą, szukają innych podniet. Szukają mitów i bohaterów i znajdują ich w historii.
Wychowywane w małych rodzinach nuklearnych, przez zapracowanych, nieobecnych rodziców, z (nadmiernym może) szacunkiem dla ich autonomii i z naciskiem na ich rozwój jako jednostki, czują się samotne i przytłoczone ciężarem odpowiedzialności za siebie - chcą wspólnoty, akceptacji, chcą doświadczać dumy.


Kampania Plusa (2015) odwołująca się do wartości liberalnych: wolność i indywidualizm



http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/nowy-format-reklamowy-odswieza-plusa-ale-jest-nudny-i-sztampowy-opinie
Kampania poniekąd typowa, bohaterowie nieskończenie wielu reklam to ludzie młodzi, ładni, miejscy, szczęśliwi, odnoszący sukcesy, samorealizujący się.
Może pora zamienić hasło "brawo JA" na "brawo MY", a nawet "brawo MY POLACY"?
Lub przynajmniej dodać taką opcję?

Historia stała się tematem budzącym emocje, tematem pożądanym, a więc potencjalnie użytecznym dla marketingu.
Temat to jednak niesłychanie trudny, dzielący ludzi (konsumentów), na którym można się wzbogacić jak na zbożu, lub wyjść jak Zabłocki na mydle.

Póki co, więcej widać klęsk, niż zwycięstw: Tiger to Pearl Harbour a PGE - Waterloo.

Plażowe billboardy Orange to część kampanii, której towarzyszy także reklama telewizyjna ORANGE FREE - Grunwald 1410 GB.


Polacy dają tu radę: jest popularny Robert Górski, informacja o produkcie, humor i narodowa duma, bo nawet niedouczona gimbaza wie, że Grunwald to nasze bezsprzeczne i bezapelacyjne zwycięstwo, nie tylko moralne ale także militarne.

Jak więc historyzować w reklamach?
Przede wszystkim pamiętać o tęsknotach, które stoją za zainteresowaniem historią: potrzeba plemiennej wspólnoty i wspólnie przeżywanej dumy.

Z ciekawością czekam na reklamy z Wyklętymi.

         

wtorek, 1 sierpnia 2017

POŚWIĘCENIE TO WIELKA ENERGIA czyli jak zarobić na Powstaniu

Jeśli coś lub ktoś wzbudza emocje, angażuje jest "hot", to marketingi oczywiście mają ochotę podpiąć się pod te emocje i wykorzystać je w swojej (czysto komercyjnej) sprawie. Zwłaszcza, gdy nie narusza to niczyich praw autorskich lub innych i nie trzeba płacić honorarium.

I tak mamy t-shirty z Che oraz z Markizem De Sade, a nawet perfumy o nazwie Baudelaire. Ilekroć widzę takie produkcje, to zadaje sobie pytanie:
ile w tym hołdu i fascynacji wielką osobowością, a ile zwykłego odcinania kuponów od cudzej sławy, niekoniecznie zasłużonej jak w przypadku Che, lub też okupionej bardzo wysoka ceną jak w przypadku Markiza?
na ile użytkownik takich produktów jest świadom pod jakie idee i biografie się podpina?

Markiz De Sade to nie kostiumowy odpowiednik Greya ;)



Tematem "hot" dla części współczesnej zblazowanej młodzieży jest Powstanie Warszawskie, a raczej jego bohaterski i romantyczny mit. Oczywiście znaleźli się chętni, żeby to skeszować. Od dawna mamy koszulki z kotwicą, a nawet bejsbole, ale to było trochę amatorskie i spontaniczne.

Patriotyczny kij do bicia


http://kibole.pl/29524/bejsbol-patriotyczny-kara

W tym roku do tematu Powstania podszedł poważnie duży gracz: PGE. Z hasłem POŚWIĘCNIE TO WIELKA ENERGIA.


.
Bez komentarza.

sobota, 15 lipca 2017

ZNANI W REKLAMACH

Temat rzeka -  porywający niczym jej wartki nurt i szeroki niczym ujście do morza, studziennie głęboki i nie do zgłębienia;) Wbrew naturze tematu oraz swojej własnej postaram się, żeby było krótko ;) Przynajmniej tym razem - do tematu celebrytów zapewne wrócimy i to nie raz.

Dobra współpraca celebryty z marką to taka, gdzie obie strony wzmacniają swój wizerunek (oraz, w dłuższej, lub krótszej stan swojego konta).

Oto przykład takiej sytuacji "win - win", banalny ;)

What else?" can I say ;)
http://www.marketing-interactive.com/nespresso-gets-clooney-new-sidekick/

Gdy ogląda się Clooneya wydaje się, że to nie może się nie udać. Niestety możliwe jest też "lose - lose".

Kendall Jenner w wycofanej reklamie Pepsi.
Piękna celebrantka z rodu Kardashianów porzuca pracę, by przyłączyć się do manifestacji atrakcyjnych ludzi. Przeciwko czemu protestują? Nie wiadomo, być może przeciwko temu, że ofiary wojny, konfliktów i kryzysów gospodarczych przeważnie wyglądają źle ;).

Udział w reklamie takiej marki był dla Kendall Jenner wielkim sukcesem, niestety produkcja spotkała się z tak złym przyjęciem, że została wycofana. Oberwało się i Pepsi i dziewczynie.

Rodzimym, równie absurdalnym, przykładem są wycofane reklamy Orange Finanse z Agnieszką Jastrzębską.


Ważkie problemy pierwszego świata: dziennikarka bez portfela w trybie pilnym musi kupić dizajnerską bluzę za ponad 400 zeta. Na szczęście, z pomocą przychodzi Orange :)




Oczywiście możliwe są również warianty pośrednie, gdy na współpracy zyskuje tylko jedna strona.

Historia zna przypadki aktorów czy przebojów muzycznych wylansowanych przez reklamy produktów, o których wszyscy zapominali, bo ginęły w blasku nowo narodzonej gwiazdy, jak i gwiazd, które wylansowały produkt, zasiliły konto, lecz trudno im było odbudować nadszarpnięty wizerunek.

I tu dochodzimy do jednej z reklam, które mnie zainspirowały do stworzenia tego posta: środek uspokajający Positivum, którego ambasadorką stała się gwiazda serialu M jak Miłość, Małgorzata Pieńkowska.

To ubiegłoroczna wersja reklamy, w nowej, jeszcze nie dostępnej w Internecie (jak tylko będzie, to podlinkuję!), pojawiają się dwie skłócone sąsiadki aktorki i "pani Małgosia" jako ostoja spokoju. Zarówno fabuła, jak i spokój zagrany przez Pieńkowską skrajnie drętwe.

Ilekroć widzę ( i słyszę w wersji radiowej) ten 'chill' pani Małgosi nie mogę odpędzić od siebie myśli, na temat genezy tego spokoju:

- Pani Małgosia regularnie daje w palnik i jest na porannym, leciutkim rauszu ;)

- Pani Małgosia używa ziół i nie chodzi mi o melisę,

Zielony kolor ponoć uspokaja ;)



- skrajnie roztrzęsiona pani Małgosia, łyka nie żadne tam Positivum, tylko garść psychotropów. I stąd ten luz ;)

Dzięki zatrudnieniu Pieńkowskiej Positivum zyskało elektorat M jak Miłość. Aktorka umocniła swój mocno mdły serialowy wizerunek.

Kolejne źródło inspiracji to Arek Jakubik, który jest w Playu.

Aktora tego znam z produkcji filmowych Smarzowskiego, gdzie przeważnie jest ucieleśnieniem turpistycznych fascynacji reżysera. Arek Jakubik u Smarzola wygląda tak:

kadr z filmu Dom Zły w reż. W Smarzowskiego
A w reklamie Playa tak.

Przy pierwszym oglądzie z trudem Jakubika rozpoznałam, podejrzewam, że i sam Jakubik, oglądając tą reklamę, z trudem się poznaje i że od co najmniej 20 lat nie wyglądał tak młodo. Może nawet nigdy w życiu nie wyglądał tak dobrze, bo i chyba specjalnie się nie starał.

Arek Jakubik jest także frontmanem zespołu Dr. Misio. Koncertowa stylizacja wskazuje, że do swojego wyglądu ma spory dystans.


Ale, jak wiadomo, wszyscy w Playu są świetni i atrakcyjni, połączenia brzydkich, niepopularnych ludzi być może nie są w ogóle realizowane. Chcesz wyglądać lepiej przejdź do Playa, Jakubikowi pomogło, więc wam też pomoże.

Obsesja atrakcyjności Playa, wprost proporcjonalnie odwrotna do fascynacji Smarzowskiego złem i brzydotą, trochę jednak śmieszy. Nawet jeśli Photoshop nie ma granic, to jego użytkownicy powinni wykazać pewną samodyscyplinę.

A znani aktorzy oczywiście niech grają w reklamach, bo to przecież ich praca, ale jeśli zależy im na ich własnym wizerunku, powinni wybierać dobrze ich scenariusze.

środa, 21 czerwca 2017

ALLEGRO "LEMONIADA" - dzieciństwo jednak szczęśliwe

Nowy spot Allegro nie może pozostać niezauważony i nieskomentowany :)

Tym razem tematem przewodnim są trudne relacje łączące brata i siostrę.
"Rodzeństwo łączy szczególna więź. Nie zawsze się dogadują, ale zawsze się wspierają" mówią twórcy.



Tym razem nie popłakałam się i dobrze, bo poczułabym się zniesmaczona i zmanipulowana taką skutecznością w wywoływaniu reakcji emocjonalnych.

Cele kampanii - budowanie wizerunku marki i emocjonalnej więzi z nią poprzez transfer emocji wzbudzonych przez reklamę - pozostają aktualne (więcej na ten temat w poście Opowieść Wigilijna...),  podobnie jak pojawiający się w poprzednich odsłonach temat więzi rodzinnych.

Czym, tym razem Allegro, wygrywa na naszych emocjach swoją melodię?

1. Dzieci, a szczególnie  głównie bohater wzruszający swoim zaangażowaniem i nieporadnością. Normalnie chciałoby się tam być i mu pomóc.
Dzieci były obecne także w "Angielskim dla początkujących" (słitaśna wnusia) i w "Balu" (córeczka).

To wykorzystanie mechanizmu ewolucyjnego zwanego wrażliwością na tzw. schemat dziecięcości.

Badania C. Lorenza wykazały, że duże oczy, okrągła twarzyczka, pewna niezborność ruchowa wyzwalają w ssakach pozytywne emocje i zachowania opiekuńcze. To jeden z mechanizmów zwiększających szanse przetrwania gatunku. Dotyczy to nie tylko ludzkich dzieci, ale także młodych innych gatunków, które przejawiają te cechy.

Schemat dziecięcości wykorzystali twórcy postaci Kota ze Shreka.


2. Nostalgia. Podobnie, jak w "Balu" i tu teraźniejszość miesza się z PRL-owską przeszłością. Domek typu Brda w sosnowym lesie, turystyczny rozkładany stolik, przenosi współczesnych 30- i 40-latków w czasy dzieciństwa i przywołuje wspomnienia wakacji spędzanych w takim właśnie otoczeniu. 

Dzieci bawiły się wówczas samopas w otoczeniu innym niż hotelowy aquapark, samodzielnie wymyślając różne, niekiedy dziwne, aktywności, albo czytając książki, jak filmowa Siostra. Współczesna dziewczynka w tym wieku siedziałaby raczej z tabletem. 

Do teraźniejszości przywołuje nas obecność elektronicznych gadżetów oraz...cytryn.

W czasach, kiedy gro rodaków spędzało wakacje w domkach Brda pijało się wodę sodową z sokiem z saturatora. Nie do pomyślenia było, aby dzieci bawiły się towarem luksusowymi i rzadko dostępnym, jakim były cytryny.

http://www.sebby.pl/2014/10/24/handel-w-prl-u-kiedy-nie-bylo-jeszcze/

Można zarzucać twórcom brak realizmu, ale to zmieszanie dwóch czasookresów - współczesności i PRL-u - nie jest niedopatrzeniem, lecz celowym zabiegiem mającym podświadomie przywołać u starszych widzów wspomnienia sielskiego dzieciństwa i spowodować, że po naszym ciele, a następnie po marce Allegro, rozleje się związane z tym ciepełko.

Wrażenie braku realizmu ma złagodzić, zbudowana muzyką i kolorami, nieco bajkowa konwencja filmu - w bajkach szukamy przecież ogólnych prawd moralnych a nie odwzorowania konkretnej rzeczywistości.

Idealizacja dzieciństwa i tęsknota za tym okresem to rzecz uniwersalna, więc młodsi widzowie też mogą zidentyfikować się z dziecięcą perspektywą (pisaliśmy o tym także przy okazji "Tyranozaura") .

3. Element zaskoczenia. Co nas tutaj zaskakuje? Że siostra, która wydawała się wredna, spodziewaliśmy się, że naskarży albo podstawi nogę, okazała się jednak empatyczna i wspierająca czyli widzieliśmy nieszczęście, antycypowaliśmy zło, ale ostatecznie dobro zatriumfowało, klasyczny, ale pożądany, schemat narracyjny został zrealizowany.


Do czego można się przyczepić?

- reklama mogłaby być krótsza, zwłaszcza w wątku niepowodzeń i  frustracji chłopca.

- Nie wiadomo w jakim celu chłopiec sprzedaje lemoniadę. Jego silna motywacja i zaangażowanie w ten projekt byłyby bardziej przekonujące, gdybyśmy wiedzieli, że za zarobione pieniądze chce coś kupić, mogłoby się okazać, że to coś dla siostry. Ale ja jestem sobie w stanie wyobrazić, że sprzedaż lemoniady może być celem samym w sobie - dziecko wymyśliło sobie taką zabawę i bardzo przeżywa, że ona się nie udaje.

- Dziewczynka ma ewidentną nadwagę i w pierwszej części filmu, jej nalana buzia i nieruchawość kontrastująca z aktywnością chłopca, są elementami budowania wizerunku wrednej siostry. Ta cecha bohaterki zwraca uwagę internautów i bywa przez nich komentowana.
Nie jestem fanką nadmiernej politycznej poprawności, jestem za tym, żeby świat pokazywać takim jaki jest: ludzie są chudzi i grubi, brzydcy i ładni a także dobrzy lub źli - niezależnie od wyglądu, choć, zupełnie niesłusznie, piękno częściej kojarzy nam się z dobrem a brak urody z deficytami moralności. Jeśli czegoś się obawiam, to że odtwórczyni tej roli może być bardzo przykro jeśli dotrą do niej takie komentarze. Uważam, że przekaz reklamy byłby równie dobry, gdyby siostra była nabzdyczoną pięknością. Choć z drugiej strony wiele osób chwali jej grę aktorską a postać, koniec końców wzbudza sympatię, więc w sumie, czemu nie, nadwaga nie jest powodem, by żyć pod kloszem.

- Gdzie są rodzice?! Dzieci zaniedbane, jedno z nadwagą, drugie, małe, puszczone samopas, podejmuje się działalności niezgodnej z prawem (praca nieletnich) i przepisami sanitarnymi? ;) Czemu oni nie zauważają problemów chłopca, a jedyny przejaw ich miłości, sprowokowany przez córkę, to przelew? Gdzie oni są? Pracują cały boży dzień jako leśnicy? Czy raczej chleją browar z sąsiadami z pobliskich domków? Jak można propagować taki wzorzec rodzicielstwa w środkach masowego przekazu? ;)

Reklama, owszem, służy kształtowaniu postaw i modelowaniu zachowań, ale głównie konsumpcyjnych. Celem reklamy jest nakłonić nas do kupowania, nie oczekujecie, że komercyjne reklamy będą nas uczyć jak żyć. Oczywiście jest to możliwe i zdarza się, ale szczerze mówiąc, ja w takich przypadkach zawsze powątpiewam w szczerość intencji.

Kiedyś dzieci dużo więcej czasu spędzały bez nadzoru dorosłych. Same wymyślały sobie zabawy i bez pomocy dorosłych rozwiązywały wiele swoich problemów. Większość z nich przeżyła i nie najgorzej radzi sobie w życiu...

http://detektywprawdy.pl/2014/02/06/najlepsze-rzeczy-w-zyciu-sa-za-darmo


Podsumowując jest ok, moim zdaniem lepiej niż w "Balu", bo mniej ckliwie, ale "Angielski..." pozostaje moim ulubionym filmikiem z cyklu.

środa, 24 maja 2017

SMUTNY MIŚ DLA MAMUSI cz.2 - matki są jakieś dziwne

Wracamy do smykowego newslettera ze SMUTNEGO MISIA  cz.1 by tym razem spojrzeć na niego z egzotycznej perspektywy matki małego dziecka :).

Wiemy, że nadawcą jest SMYK, ale kto go tutaj reprezentuje? Miś.

SMYK nie mówi tutaj swoim dorosłym głosem do dorosłej klientki.
SMYK mówi głosem Misia, a dokładnie głosem dziecka utożsamiającego się z misiem, ewentualnie głosem matki mówiącej do dziecka.

"...zjedz jeszcze łyżeczkę zupki, za zdrowie misia...zobacz jak miś się oblizuje mniam, mniam..on uwielbia zupkę..."

"...Miś chce już do łóżeczka, chce spać..."

Jeśli mieliście systematycznie do czynienia z małymi dziećmi to takich dialogów znacie na pęczki, jeśli nie, to czytając to myślicie sobie: Co ta za infantylny bełkot! Miś uwielbia, misiowi przykro?! Przecież to kawałek chińskiego poliestru!

Ok, obejrzyjcie proszę tą reklamę IKEA Stara Lampa


No i co jesteście normalni czy nie? :) Na marginesie warto zauważyć, że ta reklama wpierw rozbudza nas w nas współczucie i potencjalne poczucie winy a potem mamy suspens polegający na zdemaskowaniu tej manipulacji.

Dzieci są "nienormalne".

W ich rzeczywistości misie, lalki, lampy, drzewa, potencjalnie każdy element rzeczywistości, jest żywy i ma uczucia. Animizm to jedna z cech dziecięcego myślenia magicznego, jest ich o wiele więcej. 


Przedmioty obdarzone życiem, jak Imbryczek z Pięknej i Bestii, to bardzo częsty motyw w bajkach, zgodny z dziecięcym postrzeganiem świata.

http://www.youtube.com/watch?v=D5_hTvgqFng

Niemowlęta nie odróżniają uczuć od fizycznych wrażeń, siebie od zewnętrznego świata, swojej osoby od osoby matki. 

Dzieci myślą życzeniowo i wierzą w swoją omnipotencję - oczekują, że świat zaspokoi ich pragnienia, wystarczy je pomyśleć, doświadczają strasznej frustracji gdy tak się nie dzieje.

Matki - telepatki

Dziecko w momencie pojawienia się na świecie jest na planecie Ziemi obcym. Przetrwanie i powolne przystosowanie zapewnia mu matka (lub inna osoba opiekująca się nim z troską).

Według koncepcji relacji z obiektem życie psychiczne narodzonego dziecka i matki to jedno, proces pełnej separacji i indywiduacji dziecka będzie trwał wiele lat.
W przypadku niektórych nie kończy się nigdy, ale to patologia ;)

W tym czasie matka żyje częściowo w swoim świecie a częściowo w świecie dziecka. Dzięki temu może zaspakajać potrzeby dziecka, których ono nie werbalizuje.
Dostosowuje swoją komunikację do możliwości dziecka podając mu małe porcje rozdrobnionej wiedzy o świecie, które młody umysł jest w stanie przyswoić.

Wbrew obiegowej opinii dzieciństwo nie jest wcale szczęśliwe - mały człowiek doświadcza zmiennych i gwałtownych emocji. Czemu tym razem płacze?


http://canpolbabies.com/pl/

Zdaniem, jednego z uznanych badaczy egzotycznego życia małych ludzi, brytyjskiego pediatry i psychoanalityka, D. Winnicotta, ta zdolność matki do wsłuchania się w uczucia dziecka, przyjęcia ich, z czasem nazwania, a w końcu, do zaakceptowania autonomii, ma kluczowe znaczenie w rozwoju psychicznym człowieka.

Oczywiście żadna matka nie zrobi tego w sposób idealny, a gdyby robiła, to brak frustracji nie motywowałby dziecka do rozwoju ( jeśli mama zawsze wie, kiedy jestem głodny, to po co uczyć się mówić?), dlatego Winnicott stworzył pojęcie "matki wystarczająco dobrej".

Rola misia w życiu człowieka

Dziecko zanim nauczy się chodzić chętnie korzysta z różnych podpórek. Potrzebuje ich również budując swoją odrębną tożsamość i relacje ze światem. To tak zwane "obiekty przejściowe" - ukochane przedmioty niemowlęcia jak kocyk, albo miś, z którymi niechętnie się rozstaje.

Obiekt przejściowy to "trochę ja, trochę nie ja", pomost pomiędzy mną a światem, który zaczynam postrzegać powoli jako zewnętrzny. Tej rzeczy nie wolno prać, choćby nie wiem jak była wyśliniona i utytłana, bo wtedy może stracić swoje niezwykłe właściwości, co będzie się wiązało z rozpaczą dziecka.

W późniejszym okresie życia, miś, czy inna ulubiona zabawka, staje się wymyślonym przyjacielem, powiernikiem i pocieszycielem.
Modelem, na którym dziecko ćwiczy zdolność empatii i umiejętności społeczne.
Alter ego któremu często przypisuje swoje własne emocje i potrzeby. Bliscy dziecku dorośli są zwykle zorientowani w relacji z misiem i też czasami wykorzystują go by przekazać różne treści:
"Miś nie chce spać pod stołem, on chce spać w koszu z innymi pluszakami. Zanieś go tam proszę..."


Wróćmy do SMYKA...

Cały powyższy fragment o psychologii rozwojowej jest po to, żebyście zobaczyli, że dla matki małego dziecka opowieść o uczuciach misia, to rzecz najnormalniejsza w świecie - to rzeczywistość widziana ze znanej jej perspektywy dziecka.

Smutek misia, to smutek dziecka, a smutek dziecka, to smutek matki.

Niby taka błahostka, a czytającej korespondencję ze SMYKIEM, mamie, robi się jakoś nieprzyjemnie, choć sama nie wie dlaczego...

Oj nieładnie tak SMYKU, nieładnie.

Praca poznawczo-emocjonalna matki o której, tu pisałam (o reszcie obowiązków nie wspominając), to hard job. Ona nie jest wyszkolonym tłumaczem nowożytnego języka, ona tego obcego języka ciągle się uczy, ten język ciągle się  zmienia, a słownika ani instrukcji obsługi nie ma - nie znam matki, którą uszczęśliwiłoby czytanie poradników w stylu "Język niemowląt".

Na papierze wszystko zawsze wygląda super...



http://kashtanky.com/2015/03/biblioteka-madrego-rodzica-niezawodne-psychologiczne-poradniki-dla-rodzicow/

Matka często, a może nawet nigdy, nie jest do końca pewna czy dobrze rozumie i czy dobrze robi, na każdym etapie życia dziecka dręczą ją wątpliwości, czy jest dobrą matką, a chciałby być przecież idealną. Otaczający ją ludzie często pogłębiają ten stan udzielając sprzecznych rad i krytykując.

Wziąć na ręce, czy nie brać, bo się przyzwyczai!?




http://cudinvitro.blogspot.com/

Dlatego matka jest bardzo podatna na doświadczanie niepewności i poczucia winy i wzbudzanie w niej tego uczucia to kopanie leżące. To zachowanie moralnie naganne, bo zły stan matki może się przełożyć na smutek dziecka.


Ponieważ zbliża się Dzień Matki, to pozwolę sobie sformułować listę matczynych życzeń wobec marketerów:

1. Traktujcie matki jak inne dorosłe, inteligentne osoby.

To że matka gaworzy i zdrabnia rozmawiając z dzieckiem nie oznacza, że należy do niej mówić jak do 3-latka. To kolejna irytująca rzecz w komunikacji SMYKA.

2. Nie krytykujcie matek, afirmujcie je, ale pokazujcie matki realne, "wystarczająco dobre", a nie idealne.


Na przykład matka z reklamy Allegro - Bal wydaje mi się przegięta w stronę idealności...

3. Posługujcie się archetypem ale nie stereotypem.

Archetyp to wartości, które można wyrazić na wiele konkretnych, oryginalnych, indywidualnych sposobów, stereotyp to zgrana klisza, z którą nikt się nie utożsami.

Takie obrazki są słodkie, ale strasznie nudne...



http://combiboilersleeds.com/keywords/mother-3.html




A to dla matek od P&G, wyjmijcie chusteczki ;)






Dla zainteresowanych psychologią rozwojową:
Jean Piaget: Jak sobie dziecko wyobraża świat. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2006,
Hasło: teoria relacji z obiektem - M. Klein, O.Kernberg, szczególnie polecam prace D. Winnicotta


wtorek, 23 maja 2017

SMUTNY MIŚ DLA MAMUSI cz.1 - o poczuciu winy w reklamie

Oto przykład komunikacji marketingowej, który przesłała nam zirytowana czytelniczka bloga (zirytowana lekturą reklamowego mejlingu, nie bloga :)



Dla niewtajemniczonych: SMYK to sklep stacjonarny, jak i internetowy z szerokim asortymentem produktów dziecięcych. Pani Marta, przy okazji zakupów, wyraziła zgodę na subskrypcję newslettera, z której potem postanowiła zrezygnować...

Uwagę zwracają dwie cechy tego komunikatu:

- próbuje wzbudzić w odbiorcy poczucie winy, by odwieść go od niepożądanego, z punktu widzenia nadawcy, zachowania

- komunikuje się językiem dostosowanym do poziomu intelektualnego 3-latka

Mejling, choć wydaje się mało poważny, wzbudza emocje, więc my, całkiem poważnie, zastanowimy się nad zastosowaniem poczucia winy w reklamie oraz, w następnym odcinku spróbujemy odpowiedzieć na pytanie jak skutecznie komunikować się z matkami.

Dziś o POCZUCIU WINY

Jak zapewne wiecie, twórcy reklam starają się wywołać w nas rozmaite emocje, by zachęcić nas do pożądanych przez siebie zachowań :) Jedną z takich emocji jest poczucie winy. Jeśli nie wiesz, o jakim uczuciu mowa, to prawdopodobnie jesteś socjopatą i lepiej, żebyś nie czytał dalej.

Oto jaki jest mechanizm poczucia winy i zmiany zachowania pod jego wpływem:




- lubimy myśleć o sobie dobrze, komunikat, że robimy coś złego powoduje dysonans, dyskomfort.

-  potrzeba "naprawienia" swojego wizerunku powoduje poprawę zachowania (zaprzestanie "złego" zachowania lub też podjęcie "dobrego", jeśli naszym grzechem było zaniechanie)

Poczucie winy może mieć aspekt społeczny i wiązać się ze wstydem, ale może też być doświadczeniem czysto prywatnym - my sami mamy do siebie żal, bo złamaliśmy ważną dla nas zasadę, nawet jeśli nie ma świadków ani nikogo, kto wymierzyłby nam karę.

Z łatwością można wyobrazić sobie zastosowanie poczucia winy w reklamie społecznej mającej nakłonić na przykład do: niepalenia w obecności dzieci, odpowiedzialnych decyzji o zakupie psów, zaprzestania piratowania muzyki i filmów itp.

Oto ciekawy, polski przykład reklamy społecznej bazującej na tym mechanizmie:
Grzech ekologiczny



Targetem są mieszkańcy wsi i małych miast wywożący śmieci do pobliskich lasów na dzikie wysypiska. Jest to grupa deklarująca w badaniach społecznych przywiązanie do katolicyzmu i regularnie uczestnicząca w praktykach religijnych, stąd pomysł, by przekaz poprzeć autorytetem wiary i księdza proboszcza.
Reklama oryginalna, dobrze wyreżyserowana, widzę tylko jeden słaby punkt - trudno stwierdzić, jaki odsetek polskich katolików ma sumienie...

Manipulowanie odbiorcą przy pomocy poczucia winy wydaje się dosyć proste, ale jest jeden szkopuł - odbiorca może zastosować inną strategię radzenia sobie z tym niewygodnym uczuciem:

- zanegować swoją winę poprzez odrzucenie złamanej normy (np. szczepienie dzieci nie jest wcale dobre), dewaluację ofiary (zasłużyła na swój los, sprowokowała mnie) lub autorytetu, który negatywnie ocenia nasze zachowanie (myli się, kłamie, próbuje nami manipulować).

To właśnie dlatego bardzo często nie lubimy osób, w stosunku do których mamy poczucie winy. Szczególnie często dzieje się tak, gdy zmiana zachowania jest (z różnych powodów) niezwykle trudna lub też uszczerbek, który odniosło nasze dobre-o-sobie-mniemanie jest bardzo duży.

Plakat do niemieckiego filmu propagandowego z 1940 roku "Żyd Suss"

Holocaust nie byłby możliwy gdyby nazistowskim propagandystom nie udało się przekonać Niemców, że Żydzi to istoty nieludzkie i złe, i zredukować w ten sposób poczucie winy u sprawców i obojętnych świadków.

Oto kilka rad dla marketerów chcących omotać konsumenta przy pomocy poczucia winy:

1. Najskuteczniejsze są reklamy wzbudzające poczucie winy o średnim nasileniu - zbyt małe poczucie winy pozwala je zignorować, zbyt duże może prowadzić do odrzucenia komunikatu.

2. Odbiorca musi wiedzieć, co zrobił źle i dlaczego to jest złe - złamana norma musi być powszechnie znana i akceptowana lub poparta racjonalnymi argumentami (vide argumentacja księdza z Grzechu Ekologicznego), epatowanie obrazami cierpienia bez oczywistego związku z działaniem odbiorcy doprowadzi do odrzucenia komunikatu i posądzenia o manipulację.

3. Obraz winowajcy nie może być namalowany w zbyt czarnych barwach, dobrze aby były jakieś okoliczności łagodzące (np. niewiedza) - zbyt negatywny wizerunek doprowadzi do odrzucenia komunikatu (to nie ja, ja taki zły nie jestem).

4.Warto jasno zakomunikować jakiego konkretnego i wykonalnego zachowania oczekujemy od skruszonego odbiorcy.

5. Manipulowanie poczuciem winy grubymi nićmi szyte jest nie tylko nieskuteczne, ale wzbudza negatywne emocje w stosunku do nadawcy, który chciał nam zepsuć samoocenę i dobry humor.


Rada dla konsumentów :)
źródło: Demotywatory.pl

SMYK ze swoim Misiem podejmuje drobną, na poły żartobliwą próbę manipulacji, próbując wmówić nam, że jesteśmy odpowiedzialni za złe samopoczucie Misia, sprawiając mu rezygnacją z subskrypcji przykrość. Czyżby?

Drogi Misiu,

niczego Ci nie obiecywałam, umowa między nami była taka, że mogę zrezygnować w każdej chwili, więc nie mów mi, że to nie fair. Pomyśl o chwilach, które spędziliśmy razem i podziękuj mi za nie. Kto wie, może w przyszłości jeszcze się spotkamy, jeśli nie będziesz takim małym, wkurzającym emocjonalnym szantażystą.


Pa :)

Oczywiście każdy komunikat ma nie tylko swoją formę i treść, ale i swojego adresata, który przepuści go przez filtr swojej wiedzy, emocji i nastawienia. W przypadku komunikacji odwołującej się do poczucia winy musimy wiedzieć jakie normy i wartości są naprawdę ważne dla naszego odbiorcy.

Część z Was pewnie nadal zupełnie nie kuma o co chodzi w mejlingu Smyka i jak smutek Misia może kogoś ruszyć, bo nie jesteście w targecie. Target SMYKA to matki małych dzieci.

W następnym odcinku - zbliżą się Dzień Matki - zajmiemy się tą właśnie grupą.
Opowiemy o trudnej do przecenienia roli misia w życiu człowieka i myśleniu magicznym. Zastanowimy się, czy matki są dziwne i czy to tylko skutek zalania mózgu prolaktyną.

Serdecznie pozdrawiamy p. Martę i dziękujemy za inspirację :)